Kto z kim wychodzi na spacer
Dodane przez admin dnia Luty 01 2010 12:04:50
Pan z psem czy pies z panem?
Na wieczorne spacery właściciele wychodzą ze swoimi pupilami na dwór, żeby mogły one wypróżnić się na osiedlowych skrawkach zieleni. To niby nic nowego, ale musiałam napisać rnibyr1;, bo uważam, że to nie jest cała prawda o tak niewinnie wyglądających spacerach. Sama jestem właścicielką małego czworonoga, więc spotkania i obserwacje innych posiadaczy psów są dla mnie codziennością. Już od dłuższego czasu zastanawiam się, kto tak naprawdę potrzebuje tych spacerów - właściciel czy pies? Zajęłam się, więc dokładną obserwacją wybranego przeze mnie faworyta, którego spotykam w wieczornych porach wśród blokowych zieleniaków. Zacznę od przedstawienia starszego pana. A więc, jest to szpakowaty, niski pan mający około 52 lata, spokojny mieszkaniec mojego niespokojnego osiedla a nawet i szarego bloku. Tajemniczy pan albo jest bardzo nieśmiały albo ma wszystkich gdzieś, bo odkąd się tu wprowadził z nikim jeszcze nie rozmawiał. No chyba, że ktoś wymusił od niego wieczorny zwrot rdobry wieczórr1;. Pewnie gdyby nie fakt, że posiada psa, to w ogóle nie wychodziłby na dwór. Bo, po co, skoro i tak z nikim nie rozmawia a nawet i na nikogo nie patrzy. Choć to może i dobrze, bo jak raz się na mnie spojrzał, to aż zamroził mnie wzrokiem. Zniszczył na wstępie. Ten niewerbalny przekaz był aż zanadto czytelny. Tak, więc bardzo asympatyczny pan każdego wieczoru o godzinie 19.00 wychodzi ze swoją małą kundelką na spacer. Jego zmęczona pracą a może ogólnie życiem twarz jest jak głaz, bez żadnych emocji. Obojętnie, co by się wokół niego działo, on i tak będzie miał ten sam grymas. Wiecznie niezadowolony człowiek ożywia się trochę dopiero po paru krokach, gdy wyciąga pogniecioną paczkę z lewej kieszeni, szarej kurtki. Oczywiście pierwszą czynnością, jaką wykonuje to zapalenie papierosa. Po smrodzie, jaki tworzy się wokół niego, wnioskuję, że nie są to papierosy z wyższej półki, wątpię też czy mieszczą się w kategoriach średniej. No, ale ważne jest, że dym tytoniowy wzbudza w nim trochę życia. Czarno - biała suczka chyba naśladuje swojego pana, bowiem z niej też nie emanuje żadna psia energia. Zamiast biegać z napotkanymi psami, obwąchiwać drzewa i krzaczki a nawet i bez powodu szczekać na przechodniów, to chowa się za krzywymi nogami swojego pana, kuli wiewiórkowaty ogon i wystraszonym wzrokiem wciąż wraca do drzwi prowadzące do ich domu. Spokojny spacer suczki wygląda raczej na katusze. Jednak zapatrzony w siebie właściciel nie zauważył, że jego sierściuch wolałby na chwilkę wyskoczyć na trawnik, załatwić wieczorną toaletę i wrócić szybko do domku. On ma to gdzieś i delektuje się każdym pociągnięciem krzywego papierosa i zgarbiony robi już drugie kółko wokół bloku, obijając się o łapy swojej kundelki. Spalony papieros oznacza koniec spaceru. W końcu! Patrząc na osiedlowe ścieżki, po których wyprowadza się psy, sama nie wiem, czy więcej jest psich kup czy spalonych papierosów?! Ale połączony zapaszek jest nie do opisaniar30;i nie do zniesienia!